Infinity Group dla A.Korkunov – rosyjskiej supermarki

Przedstawiamy nowy serwis korporacyjny ekskluzywnej rosyjskiej marki czekoladowej: A.Korkunov.

Jeśli planujecie wyjazd do Rosji i zastanawiacie się, co przywieźć w podarunku bliskim – porzućcie pomysły o drewnianych matrioszkach i futrzanych uszatkach. Wybierzcie lepiej czekoladowe pralinki A. Korkunov. Wiemy co mówimy – pracujemy dla tego pysznego brandu:)

A.Korkunov to luksusowa marka czekolady „premium”, którą zna praktycznie każdy mieszkaniec Rosji. Produkty moskiewskiej firmy sprzedawane są z sukcesami także na rynku międzynarodowym, m.in. w USA, Kanadzie, Francji, Niemczech, Chinach. Niestety, nie są jeszcze dostępne w Polsce (a szkoda!!!). Według badań Young & Rubicam, już w 2005 r. A.Korkunov znalazł się w „top 10” marek w Rosji; jest także jednym z najbardziej rozpoznawalnych przez Rosjan rodzimych brandów. Obecnie marka należy do globalnego koncernu Mars.

Stworzony i uruchomiony przez nas w marcu nowy serwis korporacyjny A.Korkunov przeznaczony jest na potrzeby rynku rosyjskiego. Jest on spójny z nową komunikacją marki, zbudowaną wokół wartości takich jak: prestiż, elegancja, klasyka. Marka prezentowana jest tu poprzez ekskluzywne produkty (w tym ręcznie robione praliny), szykowny czekoladowy butik w centrum Moskwy oraz ofertę dedykowanych, słodkich upominków biznesowych. Jest też dział o historii czekolady i sztuce jej tworzenia oraz o powstaniu i rozwoju firmy i marki.

W warstwie graficznej, serwis ma charakter ciepły, odwołujący się do klasyki – utrzymany w smakowitych kolorach czekolady i marcepanu…

Agencja odpowiedzialna jest za utrzymanie i bieżącą obsługę serwisu www.korkunov.ru. Jego utworzenie – to pierwszy etap działań na rzecz wzmocnienia obecności tej wyjątkowej marki w Internecie.

.

.

Obiektyw-nie o Nikonie

W sieci gruchnęło i rozchodzi się echem, że Nikon zamyka swoje fora, a konkretnie przestaje wspierać i przymusza nikoniarzy do zaprzestania publikacji pod dotychczasowymi adresami. Wzywa Polish Nikon Service do zaprzestania naruszeń, czym nakłania właścicieli serwisu do zmiany nazwy na Żółty Serwis Fotograficzny :D Przejmuje też domenę nikon.org.pl, a na oficjalnym fanpejdżu wyraża nadzieję na wyrozumiałość wszystkich osób, „dla których zaistniała sytuacja stwarza jakiekolwiek niedogodności”.

Jakież to niedogodności mogłaby sworzyć taka decyzja? Dotychczas było przecież cacy, współpraca Nikona z nikoniarzami trwała jak przyjaźń polsko-radziecka. Były gadżety, był sprzęt i materiały, na prezentacjach i warsztatach byli wybitni fotograficy oraz marketerzy z Nikon Polska… Czy stare, dobre czasy się skończyły – pytają nikoniarze, przygnieceni brzemieniem prawniczej korespondencji? A Nikon zapewnia, że „działania te w żadnej mierze nie są wymierzone przeciwko społecznościom naszych Klientów oraz fanom marki.”

No dobrze, a przeciwko komu? Może przeciwko Taronowi, Sigmie lub zamiennikom nikonowskich gripów? Chyba nie, bo oni się raczej akurat cieszą, że wierne oddziały Nikona zaczynają szemrać i zwalnia się strefa wpływów. Może przeciwko trollom, które tu i ówdzie podkopują reputację marki? Też chyba nie, bo nie tu, to ówdzie, w dodatku jeszcze zajadlej sobie podrążą.

Zajrzyjmy raz jeszcze do oświadczenia i sprawdźmy po co Nikon dokonał tego abordażu. Otóż „działania te mają na celu zapewnienie zgodnego z polityką korporacyjną oraz z prawem wykorzystywania zastrzeżonego znaku towarowego Nikon”. Oho. Poważna sprawa – polityka i prawo. Potocznie tłumacząc: „nikt już pod marką Nikon źle o nas pisał nie będzie! Albo dobrze i oficjalnie, albo jak tam sobie chcecie, robaczki, tylko uważać na ląągo, bo prawnik wezwanie wysmaży i zrobi wam kuku na móniu.”

Aby jednak oddać sprawie całą sprawiedliwość, należy powiedzieć, że polityka i prawo stoją murem po stronie Nikona, chroniąc markę przed „niezgodnym wykorzystaniem” jej dziewiczej czystości. Pojawia się jednak zaraz pytanie: czy aby one same jej przypadkiem nie teges? Bo przecież marka to nie „ląągo w kontekście”. Marka to wizerunek, który funkcjonuje w świadomości klientów. Czy ten wizerunek nie został tu (przypadkiem, rzecz jasna, i tylko troszeńkę…) utytłany?

Realizacja: www.zamieszkajiwygraj.pl w Citi Handlowy

Citi Handlowy promuje kredyt hipoteczny na gotową nieruchomość i zaprasza do udziału w konkursie „Zamieszkaj i wygraj”. Na stronie www.zamieszkajiwygraj.pl Użytkownicy mogą wybrać, a potem dowolnie zaaranżować jedno z mieszkań w wirtualnym wieżowcu Citi. O tym kto stworzył najciekawszy projekt i otrzyma nagrodę w wysokości 20 000 zł zdecyduje jury konkursu. Kapituła nie pozostanie jednak obojętna na komentarze i oceny internautów umieszczane pod kreacjami. Konkurs „Zamieszkaj i wygraj” potrwa do 30 kwietnia.

„W marcu ruszyliśmy ze specjalną promocją kredytu hipotecznego na gotową nieruchomość. 0 złotych za prowizję za udzielenie kredytu, 0 złotych za wycenę nieruchomości i 0 złotych za wpis hipoteki do księgi wieczystej” – opowiada Katarzyna Przybyła, Dyrektor Biura Kredytów Hipotecznych Citi Handlowy – „Teraz zapraszamy do zamieszkania w wirtualnym wieżowcu Citi i przetestowania swoich umiejętności w zakresie aranżacji wnętrz. Stawka jest wysoka, bo najbardziej kreatywny architekt wirtualnych wnętrz może wygrać nawet 20 000 zł”, dodaje.

W wirtualnym wieżowcu Citi na www.zamieszkajiwygraj.pl dostępne są trzy rodzaje lokali – w stylu „późnego Gierka”, mieszkanie „po babci” oraz „mieszkanie studenta”. Zadaniem uczestników konkursu „Zamieszkaj i wygraj” jest urządzenie jednego z nich. Budżet remontu wirtualnego mieszkania nie może przekroczyć kwoty 20 000 zł. Na dodatkowe wydatki internauci mogą zarobić sprzedając zastane w wybranych przez siebie mieszkaniach meble. Projekty mieszkań internauci mogą oceniać i komentować. Z najbardziej atrakcyjnych i najczęściej komentowanych jury konkursu wybierze zwycięzców.

Na najbardziej kreatywnych architektów konkursu „Zamieszkaj i wygraj” czekają nagrody pieniężne o łącznej wartości 35 000 zł. Konkursowe projekty na  www.zamieszkajiwygraj.pl można tworzyć do 30. kwietnia 2010 roku.

www.zamieszkajiwygraj.pl

Co powinniście wiedzieć o pracy w IG

Od pewnego czasu obserwuję zamieszanie związane z zatrudnianiem nowych pracowników do naszej agencji. Mamy bowiem aż 8 (!) wakatów do obsadzenia. Miałem nadzieję, że będę mógł zająć jeden z nich, ale jestem tylko malamutem, a na każde stanowisko w Infinity potrzeba ludzkich zdolności, ludzkiej inteligencji, ludzkiej osobowości i przeciwstawnego kciuka do manipulpowania uchwytami od piłkarzyków, więc chyba nie mam szans. Mogę Wam zatem zdradzić, jak to wszystko wygląda na co dzień, na czym polega praca w IG i co powinniście wiedzieć, zanim zaczniecie tu pracować.

Najważniejszym urządzeniem w firmie jest ekspres do kawy, wokół którego zbierają się grupki ludzi, aby ze sobą rozmawiać i głośno się śmiać. Bez tego porannego rytuału nie można rozpocząć pracy – jest on odprawiany codziennie po godzinie 9.00. Równie ważnym sprzętem firmowym są piłkarzyki i bilard. Nie znam do końca działania tych urządzeń, ale obserwuję, że obsługa piłkarzyków i stołu bilardowego należy do codziennych obowiązków większości pracowników Infinity. Domyślam się zatem, że manipulowanie manetkami oraz pukanie kijem w kolorowe bile to umiejętności wymagane na każdym stanowisku. Inne ważne sprzęty firmowe to telefon do zamawiania pizzy, opiekacz do grzanek, lodówka oraz automat z napojami. Pamiętajcie zatem, aby podczas rekrutacji wykazać się perfekcyjną umiejętnością obsługi tych urządzeń!

Kolejną ważną sprawą jest organizacja pracy w naszej firmie. Wygląda to mniej więcej tak, że najpierw ludzie spotykają się przy okrągłym stole i długo ze sobą rozmawiają. Potem coś piszą i rysują, gdzieś dzwonią, myślą, znowu piszą i znowu rozmawiają, a jak skończą projekt, mają taki błysk w oczach, jakby udało im się znaleźć pyszną kość szpikową. Albo dogonić kota. Wtedy się cieszą i idą na piwo. Aby więc tutaj pracować, trzeba umieć sprawnie rozmawiać, pisać albo rysować. Ale najważniejszy jest ten błysk w oku, bez którego nic się nie da zrobić.

Ciekawą postacią w całym tym zamieszaniu jest Klient, którego wszyscy traktują jak bardzo ważną osobę. Myślę, że to ktoś w rodzaju listonosza, bo przekazuje wiadomości oraz pieniądze i pod żadnym pozorem nie można go ugryźć w łydkę. Ani w żadną inną część ciała. Dlatego ważna jest również umiejętność opanowania stresu i budowania dobrych relacji z Klientem.

No i ostatnia, ale nie mniej istotna sprawa: aby z nami pracować, musisz się do nas odezwać :D Przyślij swoje CV, zadzwoń i umów się na rozmowę.

„Misja Wietnam” – czyli serwis promocyjny dla Samsung Electronics Polska

Ostatnio przyczyniliśmy się do wysłania kilkunastu osób na ekstremalną misję specjalną do Wietnamu… A wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie :) – od zrealizowania  serwisu internetowego na potrzeby akcji promocyjnej Samsunga „Licencja na zarabianie – Misja Wietnam”.
l
Akcja o tym „bondowskim” tytule skierowana była do partnerów handlowych firmy Samsung Electronics Polska. Wydarzenia mające na celu wyłonienie zespołu, który weźmie udział w Misji, toczyły się na dedykowanym serwisie internetowym. Dostęp do niego otrzymało ponad 3 tysiące zaproszonych graczy – przedstawicieli partnerów handlowych Samsunga. Od października 2009 do stycznia b.r. uczestnicy rywalizowali tu o zdobycie nagrody głównej – czyli wycieczki do Wietnamu. Wygrana wiązała się ze spełnieniem zadań wymagających szczególnych umiejętności: realizacją planu sprzedażowego przez przyszłych „agentów”, a także wykonaniem serii zadań specjalnych online.
l
Do nas należało stworzenie projektów graficznych oddających szpiegowski klimat przedsięwzięcia, realizacja zadań-gier (w tym: quiz, złamanie szyfru i zabawna flaszowa „ubieranka”) oraz wdrożenie serwisu. Od strony technologicznej serwis „Misji Wietnam” został zintegrowany z platformą globalnego programu partnerskiego Samsunga „Power Partner Program”. Jako subserwis tej platformy, musiał spełniać ściśle określone wymogi techniczne, został też zintegrowany z istniejącym systemem logowania, z którego stale korzystają partnerzy Samsunga.
l
Założenia „Licencji na zarabianie” i całą oprawę „off line” akcji opracowała agencja marketingu zintegrowanego Focus Media Group.
l

Tym, co pakują walizki na lot do Hanoi – gratulujemy (i zazdrościmy!!!).

l
P.S.    BTW – pamiętacie czasy, kiedy nieodłącznym atrybutem każdego prawdziwego twardziela był papieros?? Się w głowie nie mieści :)

2,5 tysiąca marzeń na JakSieBawic.pl

W ramach obsługi jednego z naszych stałych klientów – Hasbro Poland – już od 2007 r. prowadzimy serwis edukacyjno-społecznościowy dla rodziców www.jaksiebawic.pl . W ubiegłym roku przeprowadziliśmy redesign witryny – w tym zmianę warstwy graficznej na bardziej „czystą”, nawiązującą do nowego wyglądu opakowań zabawek, a także modyfikację nawigacji i dodanie nowych funkcjonalności. Założyliśmy też profil na Facebooku, powiększyliśmy grono współpracujących z redakcją ekspertów i… nadeszły Święta:)

l

I tu dochodzimy do sedna, czyli małego podsumowania konkursu świątecznego na jaksiebawic.pl. W to Boże Narodzenie zaproponowaliśmy użytkownikom serwisu – głównie młodym mamom – zabawę pod hasłem „Gwiazdkowe Marzenia”. Zadanie polegało na stworzeniu kartki świątecznej z wykorzystaniem gotowych elementów graficznych, które można było dowolnie komponować: wybierając tło i dekorując je zimowymi motywami. Dodatkową atrakcją była możliwość uploadu zdjęcia buzi dziecka (lub dzieci) i wybranie mu sympatycznej, świątecznej „osobowości”. Ostatni element kompozycji – to ułożenie pod wirtualną choinką „prezentów”, czyli zdjęć zabawek Hasbro, które autorzy najładniejszych kartek otrzymali następnie w prezencie, „w realu” :) .

l

Tak powstawała konkursowa kartka.

l

Uczestnicy Konkursu w ciągu dwóch tygodni stworzyli  2 585 prac.

l

W ciągu dwóch tygodni użytkownicy utworzyli – i wysłali swoim bliskim – ponad 2,5 tysiąca kartek: rodzinnych, pełnych ciepła obrazków, wypełnionych uśmiechami dzieci, i często bardzo pomysłowych. Konkurs spełnił też swoje zadanie promocyjne, przyciągając do serwisu grono nowych potencjalnych użytkowników (adresatów kartek) i podbijając poziom odwiedzalności o ponad 300 %.

Fejsbuk, fejsbuk, czyli szadoki i Wielki Nic

Facebook ma 350 mln użytkowników na całym świecie i jest najszybciej rosnącą platformą społecznościową w większości europejskich krajów, jak również najszybciej rosnącą platforma społecznościowa w Polsce – w ciągu całego roku 2009 liczba polskich użytkowników serwisu wzrosła trzykrotnie. Facebook wyprzedził już większość polskich sieci społecznościowych i depcze po piętach Naszej-Klasie. Wszyscy trąbią o Facebooku, obserwują jak wysysa użytkowników skądinąd i czekają kiedy stanie się bezapelacyjnym liderem społecznościowym. A biznes nie zasypia gruszek w popiele i na potęgę tworzy firmowe fanpejdże, brandowe profile oraz produktowe quizy. Wszyscy chcą się ogrzać przy ogniu fejsbukowego sukcesu.

Sęk w tym, że to nie ogień, lecz prawdziwy pożar, który gwałtownie pożera wszystko co się w nim porusza. Statusy setek znajomych, wyniki quizów oraz inne newsy zaczynają śmigać na tablicach użytkowników jak wariaty. Co z tego, że ktoś zostanie fanem naszej firmowej strony, jeśli w międzyczasie dołączył do kilkunastu innych, a jutro zaordynuje sobie kilkanaście następnych. Pożar się wzmaga, szum narasta, a nasz wychuchany status niknie pomiędzy chrumknięciem farmvillowej świki i złotą myślą misia Luja. Jak tu się przebić? Łatwo nie jest.

Sytuacja na Facebooku zaczyna przypominać świat szadoków. Pamiętacie „Szadoki i Wielki Nic„? Genialny francuski serial animowany opowiada o świecie Szadoków – stworzeń, żyjących w strachu przed „Wielkim Nicem”, zmniejszaczem wszechświatów. Gdy Wielki Nic napada na wszechświat szadoków, zaczyna się spadoza, polegająca na spadaniu z nieba różnych śmieci. Szadoki wpadają na pomysł by napompować wszechświat i budują w tym celu wielką pompę. Niestety, Wielki Nic zmniejsza wszechświat do wielkości ziarna fasoli… Fejsbookowy boom jest jak właśnie takim Wielkim Nicem, który powoduje spadozę statusów, informacji, quizów, aplikacji, marek, fanpageów i całego informacyjnego śmiecia. Świat szadoków, czyli uwaga oraz zaangażowanie użytkowników ulega zmniejszeniu, które jest wprost proporcjonalne do skali rozwoju Facebooka.

Prognozy są chaotyczne, ale jak zwykle wygra ten, kto w tłumie okrzyków „Mnie, wybierz mnie!” znajdzie sposób na uważną interakcję.

EastCamp #3: spotkanie sceny nowych mediów w Białymstoku

Już 12 stycznia (wtorek) w Kopiluwak odbędzie się pierwszy “videomost”, przez który będzie można wziąć udział w spotkaniu NetTuesday Warszawa. Organizuje je m.in. autor tego posta.
Na najbliższym spotkaniu będziemy poruszać zagadnienia licencji Creative Commons razem z dr Alkiem Tarkowskim (koordynatorem Creative Commons Polska, doradcą wicepremiera Boniego przy raporcie Polska 2030, itp…).

Dzięki dobrodziejstwu technologii live streamingu będziemy widzieć, słyszeć i aktywnie brać udział w tym co będzie się działo w Warszawie i vice versa :) Będzie to dla nas spory eksperyment i przewidzieliśmy kilka scenariuszy jakimi może nas zaskoczyć technologia, ale… jak to z technologią bywa, może mieć ona dla nas inne scenariusze, których nie przewidzielismy.

szczegóły na: http://www.facebook.com/eastcamp

Świątecznie (zdjęcia!)

Łapiąc oddech po Świętach, a przed sylwestrowym zamieszaniem, prezentujemy kilka fotek z firmowej wigilii. Zgodnie z tradycją, wszystkie dania zostały przyrządzone własnoręcznie przez dzielne elfy z naszego zespołu. Były też prezenty… :)

i

Wiele rodzajów śledzi…

No comment

Od Mikołaja dostaliśmy zestaw kulek. Podobno do kompletu jest jakiś stół.

I

A tak bawiło się młodsze pokolenie:

I

I

I


Hau-hau to kill a good idea

Dziesięć sposobów na zabicie dobrego pomysłu. Od: scott-c.blogspot.com Za: http://www.joemonster.org/art/12894/10_sposobow_na_zabicie_dobrego_pomyslu

 

ida