Obiektyw-nie o Nikonie

W sieci gruchnęło i rozchodzi się echem, że Nikon zamyka swoje fora, a konkretnie przestaje wspierać i przymusza nikoniarzy do zaprzestania publikacji pod dotychczasowymi adresami. Wzywa Polish Nikon Service do zaprzestania naruszeń, czym nakłania właścicieli serwisu do zmiany nazwy na Żółty Serwis Fotograficzny :D Przejmuje też domenę nikon.org.pl, a na oficjalnym fanpejdżu wyraża nadzieję na wyrozumiałość wszystkich osób, „dla których zaistniała sytuacja stwarza jakiekolwiek niedogodności”.

Jakież to niedogodności mogłaby sworzyć taka decyzja? Dotychczas było przecież cacy, współpraca Nikona z nikoniarzami trwała jak przyjaźń polsko-radziecka. Były gadżety, był sprzęt i materiały, na prezentacjach i warsztatach byli wybitni fotograficy oraz marketerzy z Nikon Polska… Czy stare, dobre czasy się skończyły – pytają nikoniarze, przygnieceni brzemieniem prawniczej korespondencji? A Nikon zapewnia, że „działania te w żadnej mierze nie są wymierzone przeciwko społecznościom naszych Klientów oraz fanom marki.”

No dobrze, a przeciwko komu? Może przeciwko Taronowi, Sigmie lub zamiennikom nikonowskich gripów? Chyba nie, bo oni się raczej akurat cieszą, że wierne oddziały Nikona zaczynają szemrać i zwalnia się strefa wpływów. Może przeciwko trollom, które tu i ówdzie podkopują reputację marki? Też chyba nie, bo nie tu, to ówdzie, w dodatku jeszcze zajadlej sobie podrążą.

Zajrzyjmy raz jeszcze do oświadczenia i sprawdźmy po co Nikon dokonał tego abordażu. Otóż „działania te mają na celu zapewnienie zgodnego z polityką korporacyjną oraz z prawem wykorzystywania zastrzeżonego znaku towarowego Nikon”. Oho. Poważna sprawa – polityka i prawo. Potocznie tłumacząc: „nikt już pod marką Nikon źle o nas pisał nie będzie! Albo dobrze i oficjalnie, albo jak tam sobie chcecie, robaczki, tylko uważać na ląągo, bo prawnik wezwanie wysmaży i zrobi wam kuku na móniu.”

Aby jednak oddać sprawie całą sprawiedliwość, należy powiedzieć, że polityka i prawo stoją murem po stronie Nikona, chroniąc markę przed „niezgodnym wykorzystaniem” jej dziewiczej czystości. Pojawia się jednak zaraz pytanie: czy aby one same jej przypadkiem nie teges? Bo przecież marka to nie „ląągo w kontekście”. Marka to wizerunek, który funkcjonuje w świadomości klientów. Czy ten wizerunek nie został tu (przypadkiem, rzecz jasna, i tylko troszeńkę…) utytłany?

Fejsbuk, fejsbuk, czyli szadoki i Wielki Nic

Facebook ma 350 mln użytkowników na całym świecie i jest najszybciej rosnącą platformą społecznościową w większości europejskich krajów, jak również najszybciej rosnącą platforma społecznościowa w Polsce – w ciągu całego roku 2009 liczba polskich użytkowników serwisu wzrosła trzykrotnie. Facebook wyprzedził już większość polskich sieci społecznościowych i depcze po piętach Naszej-Klasie. Wszyscy trąbią o Facebooku, obserwują jak wysysa użytkowników skądinąd i czekają kiedy stanie się bezapelacyjnym liderem społecznościowym. A biznes nie zasypia gruszek w popiele i na potęgę tworzy firmowe fanpejdże, brandowe profile oraz produktowe quizy. Wszyscy chcą się ogrzać przy ogniu fejsbukowego sukcesu.

Sęk w tym, że to nie ogień, lecz prawdziwy pożar, który gwałtownie pożera wszystko co się w nim porusza. Statusy setek znajomych, wyniki quizów oraz inne newsy zaczynają śmigać na tablicach użytkowników jak wariaty. Co z tego, że ktoś zostanie fanem naszej firmowej strony, jeśli w międzyczasie dołączył do kilkunastu innych, a jutro zaordynuje sobie kilkanaście następnych. Pożar się wzmaga, szum narasta, a nasz wychuchany status niknie pomiędzy chrumknięciem farmvillowej świki i złotą myślą misia Luja. Jak tu się przebić? Łatwo nie jest.

Sytuacja na Facebooku zaczyna przypominać świat szadoków. Pamiętacie „Szadoki i Wielki Nic„? Genialny francuski serial animowany opowiada o świecie Szadoków – stworzeń, żyjących w strachu przed „Wielkim Nicem”, zmniejszaczem wszechświatów. Gdy Wielki Nic napada na wszechświat szadoków, zaczyna się spadoza, polegająca na spadaniu z nieba różnych śmieci. Szadoki wpadają na pomysł by napompować wszechświat i budują w tym celu wielką pompę. Niestety, Wielki Nic zmniejsza wszechświat do wielkości ziarna fasoli… Fejsbookowy boom jest jak właśnie takim Wielkim Nicem, który powoduje spadozę statusów, informacji, quizów, aplikacji, marek, fanpageów i całego informacyjnego śmiecia. Świat szadoków, czyli uwaga oraz zaangażowanie użytkowników ulega zmniejszeniu, które jest wprost proporcjonalne do skali rozwoju Facebooka.

Prognozy są chaotyczne, ale jak zwykle wygra ten, kto w tłumie okrzyków „Mnie, wybierz mnie!” znajdzie sposób na uważną interakcję.

Pora leraksu…

Załoga IG zaczyna się rozjeżdżać. Mario z Zuzią jeszcze nie wrócili z Openera, generał Jarko Antychović błądzi po Bałkanach, a Kris wyruszył gdzieś w nieznane i wiadomo tylko tyle, że wróci za parę dni.

 

Trwa sezon ogórkowy i nic poważnego nie dzieje się… Frytka założyła konto na Blipie i nie nadąża z przyjmowaniem zaproszeń. Słońce przygrzewa, więc spin doktorzy z PiS-u łaskawym okiem spoglądają w stronę tych, co oglądają filmiki, pornografię i pociągają z butelki z piwem. Najpierw Adam B. z Michałem K. zdeka poćwierkali, a teraz przygotowują się do mocnego uderzenia – partia zamierza uruchomić portal społecznościowy. Na razie o nowym projekcie wiadomo tylko tyle, że wzorowany jest na serwisie założonym przez sztab Baracka Obamy, który był wzorowany na projekcie Sarkozy’ego. Podobno serwis jest już gotowy i ma wystartować po wakacjach.

 

Coraz głośniej ostatnio o roli mediów społecznościowych w polityce, a szerzej – o wpływie internetu na kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego. Niedawno pisał o tym Paweł, a niezmordowany Jacek Gadzinowski klepie na ten temat posta za postem. W szczytowym momencie teherańskiego kryzysu wyborczego na Twitterze co godzinę pojawiało się nawet 220 tysięcy wiadomości dotyczących bieżącej sytuacji w Iranie. – Gdy dziennikarze zostali zmuszeni do opuszczania kraju, Twitter stał się oknem na świat – relacjonują Interaktywni i sprzedają newsa, że Mark Pfeifle, jeden z doradców byłego prezydenta George’a W Busha sugeruje przyznanie Twitterowi Pokojowej Nagrody Nobla za „szerzenie braterstwa między narodami” oraz „promowanie pokoju”.

 

Wszystko piękne, dobre i prawdziwe, tylko dlaczego news Interaktywnych datowany jest na 8 lipca 2009? Wszak dzisiaj mamy siódmy… Prorok?

 

screenshot2792

Koronkowy serwis „Kinga Lingerie de Femme”

Przed kilku laty Białystok zasłynął jako stolica polskiego przemysłu bieliźniarskiego, a całe województwo zyskało wdzięczne miano „stanikowego zagłębia”. Rzeczywiście, w regionie działa obecnie ok. 20 firm bieliźniarskich, które skutecznie podbijają rynek polski, a także wschód, zachód i południe Europy. W obliczu takiego stanu rzeczy, nawiązanie współpracy z reprezentantem znamienitego Podlaskiego Klastra Bielizny było wręcz naszym lokalno-patriotycznym obowiązkiem!

Tak też się stało. W ubiegłym roku zaczęliśmy współpracować z jedną z najbardziej znanych polskich marek bielizny: Kinga Lingerie de Femme. „Kinga” to bielizna ozdobna, wykonana z efektownych materiałów, stworzona po to, by wyglądać i czuć się atrakcyjnie – a nie by uprawiać jogging. Słowem – bardzo kobieca. Tworząc serwis Kinga.com.pl, w jego warstwie graficznej postanowiliśmy inspirować się tym szczególnym charakterem marki. Dawało to spore pole do popisu grafikowi. Kreacja oparta została na „klasycznej” czerni, serwis ozdobiły „koronkowe” motywy kwiatowe, a do prezentacji samej bielizny wykorzystane zostały stylowe zdjęcia modelek z sesji zrealizowanych w malowniczych zakątkach świata (m.in. w Miami, Dubrowniku).


Kinga.com.pl


Głównym wyzwaniem technologicznym w tym projekcie było zintegrowanie serwisu (zrealizowanego niemal w całości we Flash’u) ze sklepem internetowym. Stworzenie efektownej warstwy wizualnej także w samym procesie zakupowym, wiązało się z naszym głębokim przekonaniem, że elegancka bielizna powinna być kupowana w „stylowym butiku” – a nie w anonimowym „dyskoncie”. W rezultacie przeglądając serwis i trafiając na interesujący model bielizny, płynnie przechodzimy do formularza zakupu, pozostając w przyjemnym otoczeniu satyny i koronek :) .

Elementem strategii marketingowej „Kingi” są działania w social media, w tym w blogosferze.
W serwisie od niedawna funkcjonuje blog. Jego tematyka obejmie m.in. ciekawostki o tworzeniu bielizny „od kuchni”, porady, trendy. To także miejsce komunikacji z klientkami – wymiany opinii o konkretnych modelach, kolekcjach, rozmiarówce itd. W blogosferze odbył się też pierwszy konkurs online „Kingi” – na Walentynki. Do współpracy przy nim zaprosiliśmy trzy wpływowe blogerki ze środowiska tzw. szafiarek, w tym „kultową” Ryfkę i jej blog Szafa Sztywniary. Daliśmy im wolną rękę – blogerki same wymyśliły walentynkowe zadania, a nagrodami za ich rozwiązanie były komplety bielizny „Kingi”. Akcja zdobyła pozytywne komentarze innych blogerek i Internautek, spowodowała też wzrost odwiedzalności serwisu (o ponad 100 proc.) i falę zwiększonej sprzedaży w e-sklepie. Tak na dobry początek :) .

Podsumowując: zapraszamy wszystkich, którzy noszą bieliznę ;) na www.Kinga.com.pl

W(y)łączam się w „Godzinę dla Ziemi”

„Infinity Green” (czyli nieformalna grupa „zielonych” w Infinity Group) informuje, że 28 marca (w sobotę) o 20.30 odbędzie się doroczna „Godzina dla Ziemi” – „Earth Hour”. To ogólnoświatowa akcja organizowana przez organizację ekologiczną WWF w celu propagowania idei oszczędzania energii i jej świadomego zużycia. Akcja polega na wyłączeniu na godzinę światła – w domach, firmach, budynkach publicznych – w geście solidarności z naszą planetą. Podczas „Godziny dla Ziemi” spektakularnie zgaśnie oświetlenie m.in. rzymskiego Koloseum, opery w Sydney, PKiN w Warszawie, Pałacu Branickich w Białymstoku…

Trzecia edycja tej społecznej akcji już została uznana za wielki sukces – udział zadeklarowało ponad 2 500 miejscowości z 82 krajów całego świata. Przewidywana ilość osób, które w sobotni wieczór czynnie poprą ideę ograniczania zużycia energii, wynosić ma miliard (w ubiegłym roku – 100 mln). Te wyniki to w ogromnej mierze zasługa Internetu – a raczej jego niezwykle skutecznego wykorzystania przez organizatorów. W akcji „Godzina dla Ziemi” sieć funkcjonuje jako medium informacji i edukacji, a także jako miejsce działania: tu rejestrujemy się jako popierający akcję, zgłaszamy udział miast i organizacji, pobieramy wzory petycji do władz. Globalna „rekrutacja” zwolenników idei realizowana jest przez kompleksową aktywność w social media: zdjęcia na Filckr’erze, kanał na YouTube, grupa na FaceBooku, profil i blog na MySpace, mikroblogging na Twitterze, banery do ściągnięcia na swoją stronę lub bloga. Tu warto podkreślić, że oprawę graficzną „Godziny” stworzył Shepard Fairey – jeden z najmodniejszych współczesnych artystów, twórca słynnego plakatu „Hope” do kampanii prezydenckiej Baracka Obamy.

Godzina dla Ziemi


„Earth Hour” wydaje się wzorowym przykładem realizacji współczesnej kampanii społecznej z wykorzystaniem Internetu. Zresztą sieć jest od dawna chętnie wykorzystywana przez wszelkie organizacje społeczne – zarówno przez „giganty”, jak Amnesty International czy Greenpeace (virale, profile w serwisach społecznościowych, gry), a także przez małe, młode fundacje, dla których Internet jest często jedynym dostępnym (ze względu na niskie koszty) kanałem dotarcia.

W profilu na MySpace, w rubryce „Fajnie byłoby poznać:” „Earth Hour” odpowiada: „A clean, green future for the planet :)

Ja też uważam, że to byłoby fajne, i ogłaszam to rejestracją na www.earthhour.org, zakupem świeczek na sobotni wieczór oraz energooszczędnej żarówki na później – i powyższym postem.

Radian6 śpiewa i tańczy…a przy okazji mierzy social media.

U nas w Polsce :) na razie przekonujemy Klientów, że warto być w social media. Właściwie aby być precyzyjnym należałoby powiedzieć, że przekonujemy o tym, że już tam są czy tego chcą czy nie. Już są poprzez konwersacje jakie o markach prowadzą w social media internauci. Uczymy (się)  jak być w social media, jak zejść z cokołu komunikacji reklamowej i stać się częścią tej konwersacji.

Kolejnym etapem rozwoju rynku będzie konieczność precyzyjnego mierzenia tego co się dzieje wokół marki w social media. Jednym z narzędzi wykorzystywanym „tam za wielką wodą” do mierzenia co i jak się dzieje z marką w social media jest Radian6. Nie będę uprawiał bezwstydnej reklamy tego narzędzia, nie będę opisywał możliwości, wykorzystań i wspaniałych funkcjonalności… kto chce wejdzie na ich www i poklika. Umieszczę jedynie fajne video, w którym ich VP of Marketing „produkuje się” ogłaszając wprowadzenie nowych funkcji tego narzędzia. Practice what you preach!


Dog blog :)

Hi, jestem alaskan malamut i będę pisał bloga. Podobno w internecie nikt nie wie, ze jestem psem. Postanowiłem to sprawdzić. Na pytanie „kim jestem?” na pierwszym miejscu Googla znalazłem blog. Blog był psychologiczno-literacki i zawierał jakieś mądre myśli, cytaty, przeczytane książki, emocje i czary-mary. Czyli nuda. Skamląca nuda.

ale, ale… blog ma 300 odsłon dziennie, pod postami komentarze, dużo ludzi zagląda na tego bloga, a wielu odwiedza regularnie i to juz od 2 lat. Po co oni to robią? To musi być dla nich ważne. Ludzie, o co chodzi?


Żeby się dowiedzieć o co chodzi, tez postanowiłem pisać bloga. Firma infinity group się zgodziła, więc jestem i piszę na blogu IG. Aha, jeszcze jedno, zgodziła się, ale musze dołączyć disklajmerek, ze IG nie ponosi odpowiedzialności za posty i komentarze pozostawione przez malamuty.

Woda, wiatr i przygoda, czyli my żeglarze online!

Wodujemy nowy serwis społecznościowy! MyZeglarze.pl służy zarówno wilkom morskim, jak i nieopierzonym majtkom, którzy chcą poznać ludzi dzielących wspólną żeglarską pasję, szukać i dzielić się informacjami oraz dokumentować swoje rejsy i podróże.

Pomysł zrodził się podczas burz mózgów między nami a żeglarzami (ahoj, Mateusz i Kasper!) na kilku spotkaniach i dwudniowym warsztacie w Puszczy Białowieskiej. Prosto z pierwotnego lasu wypłynęliśmy na szerokie wody i w ciągu 7 tygodni dotarliśmy do portu – uruchomiliśmy gotowy serwis www! Warto podkreślić, że w projekt zaangażowało się wielu sportowców i żeglarzy, którzy wspólnie z nami tworzą ten serwis. Zebraliśmy ekipę stałych redaktorów publikujących newsy, a znani żeglarze i sportowcy będą prowadzić blogi i relacjonować przebieg zawodów żeglarskich. Mało tego. Jednym z pierwszych użytkowników portalu jest Mateusz Kusznierewicz!

Tego typu projekty są naprawdę fajne kiedy działania online łączą się z efektami w prawdziwym świecie. Temat żeglarstwa doskonale się do tego nadaje. Będziemy łączyć online i Real dzięki spotkaniom, wspólnym regatom, współpracami ze szkołami i organizacjami żeglarskimi. A finalnie – chcemy promować żeglarstwo w narodzie! Ahoj!