Lubię śledziki, ale nie w Naszej-Budzie
Tymczasem ostatnio codziennie dostawałem pełną miskę śledzików. Wychodzę z kojca, a tu śledziki! Wracam ze spaceru – śledziki. Sprawdzam, co słychać u znajomej spanielki i muszę włożyć nos w miskę śledzików! W dodatku ościstych – żeby znaleźć smaczny kąsek, trzeba przekopać się przez spam. Aż boję się przykucnąć na trawniku…
Fajnie by było, gdyby wiaderko śledzików stało sobie w lodówce i można było wybierać co smakowitsze fileciki. Bo gdy każdy użytkownik Naszej-Budy codziennie wrzuca mi po kilka bylejakich śledzi do miski stojącej na wprost wejścia do kojca, tracę węch oraz orientację w przestrzeni. Dlaczego każdemu z osobna muszę mówić, że mam już dość? Sam chcę wybierać, kto mnie będzie karmił!
Na szczęście Panowie i Panie od Naszej-Budy już wiedzą, że śledzik psuje się od głowy, i że co za dużo, to niezdrowo. I że nie każdy lubi śledzia. Teraz czekam na coś nowego. Może kawior?

