Fejsbuk, fejsbuk, czyli szadoki i Wielki Nic

Facebook ma 350 mln użytkowników na całym świecie i jest najszybciej rosnącą platformą społecznościową w większości europejskich krajów, jak również najszybciej rosnącą platforma społecznościowa w Polsce – w ciągu całego roku 2009 liczba polskich użytkowników serwisu wzrosła trzykrotnie. Facebook wyprzedził już większość polskich sieci społecznościowych i depcze po piętach Naszej-Klasie. Wszyscy trąbią o Facebooku, obserwują jak wysysa użytkowników skądinąd i czekają kiedy stanie się bezapelacyjnym liderem społecznościowym. A biznes nie zasypia gruszek w popiele i na potęgę tworzy firmowe fanpejdże, brandowe profile oraz produktowe quizy. Wszyscy chcą się ogrzać przy ogniu fejsbukowego sukcesu.

Sęk w tym, że to nie ogień, lecz prawdziwy pożar, który gwałtownie pożera wszystko co się w nim porusza. Statusy setek znajomych, wyniki quizów oraz inne newsy zaczynają śmigać na tablicach użytkowników jak wariaty. Co z tego, że ktoś zostanie fanem naszej firmowej strony, jeśli w międzyczasie dołączył do kilkunastu innych, a jutro zaordynuje sobie kilkanaście następnych. Pożar się wzmaga, szum narasta, a nasz wychuchany status niknie pomiędzy chrumknięciem farmvillowej świki i złotą myślą misia Luja. Jak tu się przebić? Łatwo nie jest.

Sytuacja na Facebooku zaczyna przypominać świat szadoków. Pamiętacie „Szadoki i Wielki Nic„? Genialny francuski serial animowany opowiada o świecie Szadoków – stworzeń, żyjących w strachu przed „Wielkim Nicem”, zmniejszaczem wszechświatów. Gdy Wielki Nic napada na wszechświat szadoków, zaczyna się spadoza, polegająca na spadaniu z nieba różnych śmieci. Szadoki wpadają na pomysł by napompować wszechświat i budują w tym celu wielką pompę. Niestety, Wielki Nic zmniejsza wszechświat do wielkości ziarna fasoli… Fejsbookowy boom jest jak właśnie takim Wielkim Nicem, który powoduje spadozę statusów, informacji, quizów, aplikacji, marek, fanpageów i całego informacyjnego śmiecia. Świat szadoków, czyli uwaga oraz zaangażowanie użytkowników ulega zmniejszeniu, które jest wprost proporcjonalne do skali rozwoju Facebooka.

Prognozy są chaotyczne, ale jak zwykle wygra ten, kto w tłumie okrzyków „Mnie, wybierz mnie!” znajdzie sposób na uważną interakcję.