Obiektyw-nie o Nikonie

W sieci gruchnęło i rozchodzi się echem, że Nikon zamyka swoje fora, a konkretnie przestaje wspierać i przymusza nikoniarzy do zaprzestania publikacji pod dotychczasowymi adresami. Wzywa Polish Nikon Service do zaprzestania naruszeń, czym nakłania właścicieli serwisu do zmiany nazwy na Żółty Serwis Fotograficzny :D Przejmuje też domenę nikon.org.pl, a na oficjalnym fanpejdżu wyraża nadzieję na wyrozumiałość wszystkich osób, „dla których zaistniała sytuacja stwarza jakiekolwiek niedogodności”.

Jakież to niedogodności mogłaby sworzyć taka decyzja? Dotychczas było przecież cacy, współpraca Nikona z nikoniarzami trwała jak przyjaźń polsko-radziecka. Były gadżety, był sprzęt i materiały, na prezentacjach i warsztatach byli wybitni fotograficy oraz marketerzy z Nikon Polska… Czy stare, dobre czasy się skończyły – pytają nikoniarze, przygnieceni brzemieniem prawniczej korespondencji? A Nikon zapewnia, że „działania te w żadnej mierze nie są wymierzone przeciwko społecznościom naszych Klientów oraz fanom marki.”

No dobrze, a przeciwko komu? Może przeciwko Taronowi, Sigmie lub zamiennikom nikonowskich gripów? Chyba nie, bo oni się raczej akurat cieszą, że wierne oddziały Nikona zaczynają szemrać i zwalnia się strefa wpływów. Może przeciwko trollom, które tu i ówdzie podkopują reputację marki? Też chyba nie, bo nie tu, to ówdzie, w dodatku jeszcze zajadlej sobie podrążą.

Zajrzyjmy raz jeszcze do oświadczenia i sprawdźmy po co Nikon dokonał tego abordażu. Otóż „działania te mają na celu zapewnienie zgodnego z polityką korporacyjną oraz z prawem wykorzystywania zastrzeżonego znaku towarowego Nikon”. Oho. Poważna sprawa – polityka i prawo. Potocznie tłumacząc: „nikt już pod marką Nikon źle o nas pisał nie będzie! Albo dobrze i oficjalnie, albo jak tam sobie chcecie, robaczki, tylko uważać na ląągo, bo prawnik wezwanie wysmaży i zrobi wam kuku na móniu.”

Aby jednak oddać sprawie całą sprawiedliwość, należy powiedzieć, że polityka i prawo stoją murem po stronie Nikona, chroniąc markę przed „niezgodnym wykorzystaniem” jej dziewiczej czystości. Pojawia się jednak zaraz pytanie: czy aby one same jej przypadkiem nie teges? Bo przecież marka to nie „ląągo w kontekście”. Marka to wizerunek, który funkcjonuje w świadomości klientów. Czy ten wizerunek nie został tu (przypadkiem, rzecz jasna, i tylko troszeńkę…) utytłany?

Fejsbuk, fejsbuk, czyli szadoki i Wielki Nic

Facebook ma 350 mln użytkowników na całym świecie i jest najszybciej rosnącą platformą społecznościową w większości europejskich krajów, jak również najszybciej rosnącą platforma społecznościowa w Polsce – w ciągu całego roku 2009 liczba polskich użytkowników serwisu wzrosła trzykrotnie. Facebook wyprzedził już większość polskich sieci społecznościowych i depcze po piętach Naszej-Klasie. Wszyscy trąbią o Facebooku, obserwują jak wysysa użytkowników skądinąd i czekają kiedy stanie się bezapelacyjnym liderem społecznościowym. A biznes nie zasypia gruszek w popiele i na potęgę tworzy firmowe fanpejdże, brandowe profile oraz produktowe quizy. Wszyscy chcą się ogrzać przy ogniu fejsbukowego sukcesu.

Sęk w tym, że to nie ogień, lecz prawdziwy pożar, który gwałtownie pożera wszystko co się w nim porusza. Statusy setek znajomych, wyniki quizów oraz inne newsy zaczynają śmigać na tablicach użytkowników jak wariaty. Co z tego, że ktoś zostanie fanem naszej firmowej strony, jeśli w międzyczasie dołączył do kilkunastu innych, a jutro zaordynuje sobie kilkanaście następnych. Pożar się wzmaga, szum narasta, a nasz wychuchany status niknie pomiędzy chrumknięciem farmvillowej świki i złotą myślą misia Luja. Jak tu się przebić? Łatwo nie jest.

Sytuacja na Facebooku zaczyna przypominać świat szadoków. Pamiętacie „Szadoki i Wielki Nic„? Genialny francuski serial animowany opowiada o świecie Szadoków – stworzeń, żyjących w strachu przed „Wielkim Nicem”, zmniejszaczem wszechświatów. Gdy Wielki Nic napada na wszechświat szadoków, zaczyna się spadoza, polegająca na spadaniu z nieba różnych śmieci. Szadoki wpadają na pomysł by napompować wszechświat i budują w tym celu wielką pompę. Niestety, Wielki Nic zmniejsza wszechświat do wielkości ziarna fasoli… Fejsbookowy boom jest jak właśnie takim Wielkim Nicem, który powoduje spadozę statusów, informacji, quizów, aplikacji, marek, fanpageów i całego informacyjnego śmiecia. Świat szadoków, czyli uwaga oraz zaangażowanie użytkowników ulega zmniejszeniu, które jest wprost proporcjonalne do skali rozwoju Facebooka.

Prognozy są chaotyczne, ale jak zwykle wygra ten, kto w tłumie okrzyków „Mnie, wybierz mnie!” znajdzie sposób na uważną interakcję.

EastCamp #3: spotkanie sceny nowych mediów w Białymstoku

Już 12 stycznia (wtorek) w Kopiluwak odbędzie się pierwszy “videomost”, przez który będzie można wziąć udział w spotkaniu NetTuesday Warszawa. Organizuje je m.in. autor tego posta.
Na najbliższym spotkaniu będziemy poruszać zagadnienia licencji Creative Commons razem z dr Alkiem Tarkowskim (koordynatorem Creative Commons Polska, doradcą wicepremiera Boniego przy raporcie Polska 2030, itp…).

Dzięki dobrodziejstwu technologii live streamingu będziemy widzieć, słyszeć i aktywnie brać udział w tym co będzie się działo w Warszawie i vice versa :) Będzie to dla nas spory eksperyment i przewidzieliśmy kilka scenariuszy jakimi może nas zaskoczyć technologia, ale… jak to z technologią bywa, może mieć ona dla nas inne scenariusze, których nie przewidzielismy.

szczegóły na: http://www.facebook.com/eastcamp

Przepyszna premiera w Nestle Polska

 

Zwyciężyliśmy w przetargu na opracowanie koncepcji i realizację internetowej kampanii wprowadzającej dwa nowe smaki „Dania w 5 minut”. Jak? Opracowaliśmy najlepszą koncepcję, potem rozwinęliśmy ją w projekt akcji, przyrządziliśmy smakowitą ofertę, całość doprawiliśmy sporą garścią dobrego humoru i gotowe :)

 

Background

Nowe smaki „Dania w 5 minut” to pureé z groszkiem i marchewką oraz świderki o smaku kremowo-mięsnym z pomidorami. Nowe dania dołączyły do plejady innych smaków, a wszystkie produkty zyskały nowe, odświeżone opakowania.

Główne cele kampanii internetowej sformułowane zostały jednoznacznie, ale też dość szeroko – rozwijamy świadomość marki Winiary „Danie w 5 minut” i komunikujemy dwa nowe smaki, celując w tych bardziej młodych i raczej miastowych konsumentów.

Równolegle miała się toczyć kampania ATL, BTL, itd. Kreacja TV miała przedstawiać składniki nowych dań upersonifikowane na bohaterów filmowych – „Danie w 5 minut przedstawia: Marchewka, Groszek, Ziemniak” albo „Świder, Pomidor, Śmietana”. Kolorowe, animowane postaci pojawiały się w ujęciach pociętych na kadry jak z „Kojaka”.

Od danych wyjściowych przeszliśmy do burzy mózgów. Co możemy z tym zrobić?

 

Koncepcja kreatywna

Postanowiliśmy wciągnąć użytkowników do humorystycznej zabawy filmową konwencją. Składniki dań przemieniliśmy w plejadę znakomitych hollywoodzkich gwiazd. Powołaliśmy do życia Marchevinę Jolie, Seana Pea, Marlona Potato oraz Makaronu Reeves’a, Tomasza Tomatino i Hannah Śmietanę. Pureé z groszkiem i marchewką stało się komedią kulinarną w reżyserii Luca Pureé pt. „Szybcy i lekkostrawni”, a świderki w kremowym sosie pomidorowym, jako „Danie w samo południe”, zyskały status kultowego spaghetti westernu (reż. Cream Eastfood).

 

 baner1

baner2

baner3

baner4

 

Stworzyliśmy kompletny świat kina kulinarnego: opisy filmów, biogramy aktorów, dziesiątki „warzywno-kulinarnych” nazwisk i tytułów filmowych, galerie fotosów filmowych, dziesiątki smakowitych ilustracji, recenzje, wywiady, plotki z życia gwiazd i relacje z festiwalu filmowego. Nakręciliśmy wywiady z reżyserami, trailery filmowe i gorące relacje z dyskusji krytyków filmowych. Pysznie się przy tym bawiliśmy, a w efekcie tej zabawy powstały trzy serwisy internetowe:

 

 

 

danie

szybcy

 

Plejada Zajada

„Plejada Zajada” to serwis festiwalowo-plotkarski, gdzie prezentowany jest dorobek wielkich twórców światowego kina kulinarnego, takich jak David Lunch, Jim Jarmuż, Pedro Samovar, Lars von Kefir, Oliver Stołem, Wim Blenders czy Emir Jajecznica. W serwisie publikowane są najświeższe newsy i gorące plotki z życia gwiazd, relacje z przebiegu festiwalu, lista tytułów nominowanych do „Złotego Widelca”, a także dział „Co jedzą gwiazdy”, czyli filmowe recenzje wszystkich produktów marki „Danie w 5 minut”. Serwis jest na bieżąco aktualizowany o codzienną porcję newsów i plotek.

 

plejada

  

Konkurs dla użytkowników

W ramach serwisu „Plejada Zajada” uruchomiliśmy aplikację konkursową, dzięki której każdy użytkownik może zaprojektować autorski plakat filmowy, korzystając z bazy ilustracji oraz czcionek lub wykorzystując własne zdjęcia czy rysunki. Za najbardziej pomysłowe plakaty, jury przyzna zwycięzcom konkursu filmowe nagrody. Do wygrania mamy zestaw kina domowego, personalizowane krzesła reżyserskie i karnety do multipleksów.

 

Serwisy filmowe

Równolegle uruchomiliśmy smakowite, flaszowe serwisy promujące „Danie w samo południe” oraz „Szybkich i lekkostrawnych”. Każdy serwis zawiera opis filmu, recenzje, biogramy aktorów, galerię screenów filmowych, tapety i awatary z kultowymi gwiazdami kina kulinarnego, a także filmy i animacje video: trailery zapowiadające premierę każdego dania, „Rozmowy po seansie” czyli zapis gorących dyskusji krytyków filmowych, a także videowywiady, których udzielili reżyserzy tych pysznych produkcji: Cream Eastfood oraz Luc Pureé.

 

 

 

Social media

Wszystkie serwisy są „social media friendly”, tzn. kierują do profili na Facebooku oraz zachęcają do dzielenia się informacją na serwisach społecznościowych: Twitter, Facebook, Blip i Wykop. Na Facebooku publikowane są też aktualne newsy z serwisu „Plejada Zajada”, a strony filmowe mają własne page’e. Trailery oraz rozmowy i wywiady na video znalazły swoje miejsce również na YouTube, na dedykowanym kanale „Plejada Zajada”.

 

facebook

 

Kampania

W takiej kampanii liczy się przede wszystkim szeroki zasięg. Oczywiście sfokusowany na młodych miastowych, a zatem poprzez jeden z czołowych portali (zgadnijcie jaki :) , Gadu-Gadu, Fotkę, a także (a jakże!) Stopklatkę.pl. Do tego SEM na Google i Facebooku. I chociaż nasza kampania jeszcze na dobre nie ruszyła, mamy już pierwsze efekty:

 

GL1

 

 

GL2

 

GL3

Slieedzik

Lubię śledziki, ale nie w Naszej-Budzie :( Tymczasem ostatnio codziennie dostawałem pełną miskę śledzików. Wychodzę z kojca, a tu śledziki! Wracam ze spaceru – śledziki. Sprawdzam, co słychać u znajomej spanielki i muszę włożyć nos w miskę śledzików! W dodatku ościstych – żeby znaleźć smaczny kąsek, trzeba przekopać się przez spam. Aż boję się przykucnąć na trawniku…

Fajnie by było, gdyby wiaderko śledzików stało sobie w lodówce i można było wybierać co smakowitsze fileciki. Bo gdy każdy użytkownik Naszej-Budy codziennie wrzuca mi po kilka bylejakich śledzi do miski stojącej na wprost wejścia do kojca, tracę węch oraz orientację w przestrzeni. Dlaczego każdemu z osobna muszę mówić, że mam już dość? Sam chcę wybierać, kto mnie będzie karmił!

Na szczęście Panowie i Panie od Naszej-Budy już wiedzą, że śledzik psuje się od głowy, i że co za dużo, to niezdrowo. I że nie każdy lubi śledzia. Teraz czekam na coś nowego. Może kawior? :)

 

sliedzik

Blog Day 2009

 

Dzisiaj świętujemy doroczny Blog Day! Przez jeden dzień – 31 sierpnia – blogerzy z całego świata publikują notkę polecającą 5 innych blogów. Najlepiej gdy są to blogi o innej tematyce, z innej kultury czy innej branży. Tego dnia czytelnicy blogów oraz blogerzy, krążą po sieci i cieszą się z odkrywania nowych, ciekawych blogów i blogerów.

 

A zatem – dzisiaj ani słowa na temat blogów branżowych, fenomenu mikroblogów, żadnych hermetycznych treści technologicznych, nic o reklamie i marketingu interaktywnym. Dzisiaj linkuję 5 blogów, które sprawiają mi tylko i wyłącznie bezinteresowną radość:

 

1. Czerski, czyli bezpośrednia transmisja z końca świata - blog ze wszystkim, co śmieszy, tumani, przestrasza: http://czerski.soup.io/

 

2. Rysunki satyryczne Piotra Świderka, znanego również jako Anna Wyklej: http://rysunki.bardzofajny.net/

 

3. Blog zarzucony, ale nadal znany i czytany. Ascetyczny, bo wyłącznie tekstowy – bez video, bez obrazków i żelkowych buttoników. Dowód na to, że popularny blog nie musi być atrakcyjnie zaprojektowany, okraszony świecidełkami i codziennie aktualizowany. Wystarczy naprawdę dobry kontent, może być o byle czym, ale nie byle co. Czyj to blog? Na pewno znacie… To Talki: http://talki.blox.pl/

 

4. Kolejny nieistniejący już blog. Legendarny, absurdalny, orazoburczy Pvek. Klasyka, którą musisz znać. Bloga niestety już nie ma, lecz można tu i ówdzie znaleźć jakieś mirrory lub pojedyncze paski. Spore archiwum znajdziecie tutaj: http://sweter.net/pvek/

 

5. A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli dziwne, ciekawe, zaskakujące mapy. Dla wszystkich wielbicieli odjechanej kartografii: http://www.strangemaps.wordpress.com/

 

Happy Blog Day!

Times People

Wiadomo, lata świetności prasy już minęły, lepiej raczej nie będzie. Internet i zmiany przyzwyczajeń konsumowania newsów zabijają tradycyjne formy (prasa, newsy w ogólnych kanałach TV). Więcej np. tu „Spóźnione newsy” lub „Dziadku, ty czytasz gazetę?”.
W tym samym czasie w internecie rządzą serwisy społecznościowe, mikrobloging (Twitter, Blip), newsy i kontent dostarczany przez samych internautów. Czyli co, pierwsza myśl: „Ratujemy naszą gazetę – robimy serwis społecznościowy z profilami, mikroblogingiem i dziennikarstwem obywatelskim. To musi się sprawdzić.” Uwaga! Przy takim podejściu to raczej brzytwa niż koło ratunkowe!
No dobra ale co w takim wypadku robic? Mamy: a) wartościowy produkt (kontent np.newsy) b) nowe sposoby konsumpcji tego produktu wśród naszych odbiorców no i c) nie chcielibyśmy z poważnej gazety stać się „pudelkiem”. Zachęcam do zapoznania się z kejsem Times People.
Times People to miejsce gdzie tradycyjny New York Times spotyka się „socjalnym internetem”. Twórcy już od początku zastrzegali jednak, że nie ma to być kolejny Facebook, MySpace czy inny projekt zbudowany wokół „friendingu” – siatki znajomych i pokazywania siebie. W zamian NY Times postawił w centrum swój produkt (kontent) i dał wartościowe funkcjonalności wspierającą jego konsumpcję. Będąc członkiem społeczności Times People (technologicznie platforma zintegrowana z nytimes.com) mogę wybierać osoby, których aktywność chcę obserwować. W tym przypadku „śledzona” aktywność to przede wszystkim rekomendacje artykułów z NYT, ich komentarze ale także oceny filmów, restauracji czy hoteli. „Śledzona aktywność” jest integrowana w moim koncie. Jednocześnie silną stroną jest integracja z głównym portalem NYT – np. rekomendacje z Times People pojawiają się przy danym kontencie na nytimes.com. Uzupełnieniem konta jest „nakładka” na serwisie nytimes.com informująca mnie na bieżąco co się dzieje w obserwowanym przeze mnie otoczeniu. Tak więc jeżeli obserwowana przez mnie osoba rekomenduje lub komentuje np. news czy artykuł mogę przejść do niego bezpośrednio z „nakładki”.
Jak dla mnie bardzo ciekawy kejs mądrego wzbogacenia „produktu” poprzez możliwości oferowane przez „socjalny internet”.

Rewolucja 2.0

Dziś 20. rocznica wyborów, które zmieniły świat.  4 czerwca 1989 roku „Solidarność” odniosła miażdżące zwycięstwo nad komunistyczną władzą. Tego samego dnia na placu Tienanmen giną setki studentów, a rzecznik chińskiego rządu ogłasza, że nie ma ofiar. 

 

O polskim przełomie przypominają wszystkie największe portale, które z tej okazji zmieniły swoje loga na solidarnościowe. Tylko Google się wyłamał, choć jest najbardziej znany z takich akcji.

 

Chińskie władze nadal trzymają się mocno i tuż przed rocznicą niesławnej masakry wzmocniły swój chiński mur w Internecie. Cenzorzy zablokowali dostęp do wszelkich serwisów, które jakkolwiek mogłyby nawiązywać do masakry na placu Tienanmen. Chińczycy nie mogą korzystać z zachodnich serwisów informacyjnych, Wikipedii, wielu serwisów społecznościowych – nie mają dostępu do Twittera, Flickra, YouTube’a, WordPressa, Bloggera oraz popularnych wyszukiwarek.  Wszędzie widnieje identyczny komunikat: strona jest chwilowo zamknięta z powodów technicznych i wróci w sobotę. Oczywiście władze w Pekinie twierdzą, że nie mają z tym nic wspólnego. „Teraz trzy serwisy, bez których nie mogę żyć – Twitter, Flickr i Youtube – są zablokowane. Wasze zdrowie, sk*******y” – napisał jeden z najbardziej znanych chińskich blogerów, Flypig.

 

Spróbuj surfować jak Chińczyk. Ściągnij plugin do Firefoxa, nakładający chińskie restrykcje na serwisy, które odwiedzasz.

 

Państwo Środka widzi w Internecie poważne zagrożenie dla władzy Partii Komunistycznej. Niespełna dwa miesiące temu wybuchła przecież pierwsza twitterowa rewolucja – 6 kwietnia 2009 mołdawscy komuniści musieli skapitulować pod naciskiem wielotysięcznej manifestacji internautów, którzy skrzyknęli się na Twitterze i Facebooku. W ciągu kilku godzin po opublikowaniu wiadomości przez jedną z opozycyjnych witryn, w centrum Kiszyniowa pojawiło się 15 tysięcy młodych ludzi, którzy wdarli się do siedziby prezydenta i splądrowali budynek mołdawskiego parlamentu. Władze zostały zmuszone do ponownego przeliczenia głosów. 

 
Możemy się spodziewać, że przyszłe rewolucje będą organizowane przez internet. Dobrze o tym wiedzą również władze Białorusi, które systematycznie ograniczają dostęp do sieci. Białoruskie kafejki internetowe mają obowiązek rejestracji wszystkich (sic!) stron odwiedzanych przez internautów – okres przechowywania tych danych wynosi nie mniej niż 12 miesięcy. Internet jest cenzurowany, a ludzi publikujących w nim niezależne treści spotykają represje. Istnieją uzasadnione obawy dotyczące poufności korespondencji mailowej. Ostatnio tępione są amatorskie sieci dostępu do internetu. Milicja powołując się na różne powody formalne nakazuje demontaż okablowania. Niepokornych czekają kary i niszczenie elementów sieci. Ale najskuteczniej działa prewencja finansowa. Biełtelekom – kontrolowany przez państwo monopolista – oferuje dostęp 1 Mb download / 0.5 Mb upload za jedyne 980 000 rubli białoruskich, czyli ok. 1100 zł miesięcznie.

 
Pomimo restrykcji liczba białoruskich internautów gwałtownie rośnie i teraz jest ich już więcej niż w Polsce. Opozycyjne serwisy, takie jak Karta-97 są bardziej popularne niż sztandarowy projekt rządu portal Białoruś Dzisiaj (internetowa wersja gazety „Sowietskaja Biełorussija”, organu prasowego Łukaszenki). W takich warunkach to naprawdę rewolucyjny sukces. Czy Białorusini będą chcieli wykorzystać go w realu?

 

luka

O kampaniach wirusowych.

Przeczytałem dziś o kampaniach wirusowych takie zdanie: „Nie możemy korygować treści w trakcie dystrybucji przekazu, co znacznie ogranicza dopasowanie komunikatu do reakcji na niego naszych odbiorców. Z punktu widzenia sztuki komunikacji narzędzie to jest więc zbyt ryzykowne i nie powinno być wykorzystywane w strategicznym nurcie komunikacji, [...].” Zdanie pochodzi z obszernego materiału „Wirus przekazany drogą internetową” na interaktywnie.com a jego autorem (tego zdania, nie materiału) jest Sebastian Włodarski z First PR. No właśnie, czy takie stwierdzenie może być obowiązującą wytyczną dla marketerów uprawiających „sztukę komunikacji” ;) ? Warto przeczytać cały artykuł i wyrobić swoją opinię co by nie poddać się mojej manipulacji wyrwaniem z kontekstu. Ja oczywiście, jak i z każdą generalizacją, tak i również z tą się nie zgodzę.

Także dziś i także o wirusach przeczytałem w Marketingu przy Kawie takie oto inne zdanie: „Jak głosi jeden z najczęściej powtarzanych marketingowych mitów, jedyne koszty wirusa to te związane z produkcją filmiku, który po rozesłaniu do kilku znajomych sam rozprzestrzenia się na dużą skalę. Wystarczy dobry (i prosty) pomysł wykorzystujący produkt danej marki i już mamy kilka milionów odbiorców.” Autorzy zastanawiają się czy 54tys. wyświetleń filmu wirusowego w ciągu kilku pierwszych dni to dużo jeżeli weźmiemy pod uwagę budżet produkcji filmu i znaną globalną markę. Chodzi konkretnie o ten film marki Mini.



1,5 miesiąca od wrzucenia na YT film ma „jedynie” trochę ponad 130tys. wyświetleń. Inne filmy Mini również nie są oszałamiająco popularne choć generalnie profil Mini na YT jest bardzo poprawny i bardzo…młody (założony 1.01.2009). Co ciekawe marka ma własny serwis społecznościowy Mini United

Lepszy współczynnik wyświetleń w stosunku do kosztów produkcji ;) ma chyba Levi’s ze swoimi filmami na profilu unbuttonedfilms Filmy są proste, wpisują się w klimat amatorskich filmików popularnych na YT, bez wielkiej filozofii i bez…no właśnie gdzie jest logo Levi’s? Jedynym łącznikiem z kampanią Live Unbuttoned w innych mediach jest nazwa profilu no i same dżinsy ;) Komu z was udałoby się przekonać klienta do takiej koncepcji? A czy działa? Ten film ma ponad 5mln wyświetleń.

GreenEyedWorld – Sprite rewolucje.

Ciekawy news dziś na interaktywnie.com o innowacyjnej kampanii Sprite w social media (integracja Facebook i YouTube). Centrum kampanii „Green Eyed World” jest internetowy serial publikowany na YouTube. Nie ma co się rozpisywać o pomyśle, egzekucji, mechanizmach, działaniach itd. – sięgnijcie do źródeł, np.  news na Coca-Cola, webwire.com, adsoftheworld.com.

Jak dla mnie najbardziej kluczowe są słowa pana Stafford Green (Head of Digital Marketing Europe for the Coca-Cola Company):  „With this show, Sprite shifts from creating the perfect branded content to content that perfects the brand. Instead of repeating single messages in traditional media, Sprite supports these new experiences and deep storytelling to communicate our core brand values over time. It’s a fresh advertising model. And everyone wins: the Artist, the Brand and the especially the audience — getting free on-demand, truly interactive content without commercial interruption.
Co mnie uderzyło poza tym:
1. Serial i działania na Facebooku i YouTube to tylko wierzchołek góry lodowej.
Kampania ma ogromne wsparcie marketingowe od outdooru, przez promocję na opakowaniach, eventy, koncerty, merchandising, mobile po grom wie co jeszcze. Mimo, że Internet jest sercem kampanii to działania napędza wsparcie w innych kanałach z budżetem raczej z tych większych…

2. Sprite jest bardzo „dyskretny”.

Na kanale „Green Eyed World” na YouTube, profilu Katie czy grupie akcji na Facebooku jest właściwie niezauważalny! Nie pchają się z butami i wielkim logo, ograniczają się do informacji typu „Powered by Sprite” czy „Sprite is a proud sponsor…”

3. Ciekawe wykorzystanie innych kanałów i „gwiazd” YouTube.
Zerknijcie np. co się dzieje na kanale YouTube theshadowfanten jest świetny a ten genialny.

A tu pilot serialu.