Znajomy sprzedawca komputerów opowiadał mi kiedyś historię, jak do pewnego sklepu przyszła babuleńka. Zatrzymała się przy jakimś laptopie i patrzy. Nieopierzony terminator wziął babuleńkę na cel i zapytał, czy może pomóc. Babuleńka, że komputer dla wnuczka. A terminator na to coś w ten deseń:
- Ten ma słaby procek bo 1,8ghz ale grafika 8800GTS. Chociaż jest na bazie nowego GTS taki procek bedzie spowalnial, więc polecam raczej ten – procesor Core 2 Duo P7350, 320 GB HDD, 3GB RAM…
Babuleńka wyglądała jak dziecko zagubione na pokładzie Nostromo. A wystarczyło zapytać o zdrowie, wiek i marzenia wnuczka.
Poczułem się ostatnio podobnie, szukając przez internet nowego telewizora. Jestem zdeka nietelewizorny, ale jako-tako świadomy i chyba kumaty, więc postanowiłem poszukać obiektywnych informacji i dokonać racjonalnego wyboru.
Uświadomiłem sobie zatem podstawowe wymagania:
- od oka do ekranu mam jakieś 3,5 m
- zależy mi na jakości obrazu
- nie chcę żadnych bajerów, wystarczy jeden przełącznik
- sprzęt ma działać długo i szczęśliwie (a mam w domu kota…)
- wieczorami będę oglądał horrory :[
Po spisaniu wymagań, zauważyłem, że dotyczą przede wszystkim moich wyobrażeń na temat użytkowania produktu. Widziałem ciemny pokój, wygodną kanapę i tę krwawą rzeź na wielkim ekranie…
Znajduję parę serwisów z telewizorami, na chybił trafił. Jakis blog, poradniki, eshopy… Długo przedzieram się przez tabele, filtry oraz niekończące się krzaki parametrów, omijając marketingowy bullshit i mętne elaboraty geeków. Niestety, skapitulowałem juz po kwadransie… Nie chcę rozumieć co to kontrast dynamiczny, chcę telewizor!
Potem wdepnąłem na cokupic.pl. Moich kryteriów tam co prawda nie było, ale dzięki filtrowaniu po cechach (udało mi się wyłuskać kilkanaście (ufff, tylko!) sugerowanych produktów. Zamiast wgryzać się w zestawienia zacząłem przeglądać opinie użytkowników, bo są ciekawsze, lepiej się je czyta i mówią więcej niż suche tabelki. Nareszcie coś interesującego, sugestywnego i przekonującego.
Oczywiście pozostaje pytanie o wiarygodność publikowanych ocen i opinii. Bo niby skąd mam wiedzieć, czy jakiś frustrat nie racjonalizuje swojego nieudanego zakupu? Dla pewności biorę pod uwagę tylko te modele, którym przypisano najwięcej recenzji. Na przykład 132…
Tylko kiedy ja mam to przeczytać…
Zajrzę na innego shoppera. Idę na znam.to, może tam będzie łatwiej. Hm, nie ma wstepnego sortowania produktów, więc klikam pierwszy lepszy telewizor i czytam dwie samotne recenzje – laurki. Może to jacyś szeptacze… Przeglądam profil i inne recenzje użytkownika. Widzę ciekawy system tagowania użytkowników, o na przykład ten się opisał tagiem „moja mama nie rozumie za co mi płacą”. Moja mama też nie rozumie za co mi płacą, więc może mamy ze sobą wiecej wspólnego. Nie ma sortowania produktów, więc wysortuję z tagów ludzi podobnych do siebie i zobaczę, co polecają. Sa tu nawet kategorie tagów, wybieram „styl życia” i szukam swoich:
mieszczuch
uciekłem z miasta
mam ciągle remont
pamiętam Bolka i Lolka bez Toli
piłem płyn Lugola
sowa
głowa rodziny
lubię dzieci, tylko długo się gotują
…
Cholerka
chyba zapytam znajomych… Albo komuś zapłacę, żeby mi wybrał, bo szukam już ponad godzinę, a zamiast obiektywnych informacji znalazłem tylko 3 subiektywne spostrzeżenia:
1. Obiektywny wybór to złudzenie. Ważne, co mówią znajomi. Ale nie dlatego, że ludzie ufają opiniom użytkowników, tylko dlatego, że inne opcje są trudne i żmudne. No, chyba że ktoś jest telewizornym gikiem…
2. Filtrowanie po cechach lub stylach użytkowania produktu, często subiektywnych, niekonkretnych, miękkich (opisz siebie: leń kanapowy, kinoman, entuzjasta nowinek technicznych czy game freeq?) jest lepsze niż suche zestawienie twardych parametrów technicznych.
3. Pytanie „po co” jest ważniejsze niż „jakie?”. Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy
Może znacie jakąś ciekawą porównywarkę telewizorów?
Paka!