Facebook ma 350 mln użytkowników na całym świecie i jest najszybciej rosnącą platformą społecznościową w większości europejskich krajów, jak również najszybciej rosnącą platforma społecznościowa w Polsce – w ciągu całego roku 2009 liczba polskich użytkowników serwisu wzrosła trzykrotnie. Facebook wyprzedził już większość polskich sieci społecznościowych i depcze po piętach Naszej-Klasie. Wszyscy trąbią o Facebooku, obserwują jak wysysa użytkowników skądinąd i czekają kiedy stanie się bezapelacyjnym liderem społecznościowym. A biznes nie zasypia gruszek w popiele i na potęgę tworzy firmowe fanpejdże, brandowe profile oraz produktowe quizy. Wszyscy chcą się ogrzać przy ogniu fejsbukowego sukcesu.
Sęk w tym, że to nie ogień, lecz prawdziwy pożar, który gwałtownie pożera wszystko co się w nim porusza. Statusy setek znajomych, wyniki quizów oraz inne newsy zaczynają śmigać na tablicach użytkowników jak wariaty. Co z tego, że ktoś zostanie fanem naszej firmowej strony, jeśli w międzyczasie dołączył do kilkunastu innych, a jutro zaordynuje sobie kilkanaście następnych. Pożar się wzmaga, szum narasta, a nasz wychuchany status niknie pomiędzy chrumknięciem farmvillowej świki i złotą myślą misia Luja. Jak tu się przebić? Łatwo nie jest.
Sytuacja na Facebooku zaczyna przypominać świat szadoków. Pamiętacie „Szadoki i Wielki Nic„? Genialny francuski serial animowany opowiada o świecie Szadoków – stworzeń, żyjących w strachu przed „Wielkim Nicem”, zmniejszaczem wszechświatów. Gdy Wielki Nic napada na wszechświat szadoków, zaczyna się spadoza, polegająca na spadaniu z nieba różnych śmieci. Szadoki wpadają na pomysł by napompować wszechświat i budują w tym celu wielką pompę. Niestety, Wielki Nic zmniejsza wszechświat do wielkości ziarna fasoli… Fejsbookowy boom jest jak właśnie takim Wielkim Nicem, który powoduje spadozę statusów, informacji, quizów, aplikacji, marek, fanpageów i całego informacyjnego śmiecia. Świat szadoków, czyli uwaga oraz zaangażowanie użytkowników ulega zmniejszeniu, które jest wprost proporcjonalne do skali rozwoju Facebooka.
Prognozy są chaotyczne, ale jak zwykle wygra ten, kto w tłumie okrzyków „Mnie, wybierz mnie!” znajdzie sposób na uważną interakcję.
Zwyciężyliśmy w przetargu na opracowanie koncepcji i realizację internetowej kampanii wprowadzającej dwa nowe smaki „Dania w 5 minut”. Jak? Opracowaliśmy najlepszą koncepcję, potem rozwinęliśmy ją w projekt akcji, przyrządziliśmy smakowitą ofertę, całość doprawiliśmy sporą garścią dobrego humoru i gotowe
Background
Nowe smaki „Dania w 5 minut” to pureé z groszkiem i marchewką oraz świderki o smaku kremowo-mięsnym z pomidorami. Nowe dania dołączyły do plejady innych smaków, a wszystkie produkty zyskały nowe, odświeżone opakowania.
Główne cele kampanii internetowej sformułowane zostały jednoznacznie, ale też dość szeroko – rozwijamy świadomość marki Winiary „Danie w 5 minut” i komunikujemy dwa nowe smaki, celując w tych bardziej młodych i raczej miastowych konsumentów.
Równolegle miała się toczyć kampania ATL, BTL, itd. Kreacja TV miała przedstawiać składniki nowych dań upersonifikowane na bohaterów filmowych – „Danie w 5 minut przedstawia: Marchewka, Groszek, Ziemniak” albo „Świder, Pomidor, Śmietana”. Kolorowe, animowane postaci pojawiały się w ujęciach pociętych na kadry jak z „Kojaka”.
Od danych wyjściowych przeszliśmy do burzy mózgów. Co możemy z tym zrobić?
Koncepcja kreatywna
Postanowiliśmy wciągnąć użytkowników do humorystycznej zabawy filmową konwencją. Składniki dań przemieniliśmy w plejadę znakomitych hollywoodzkich gwiazd. Powołaliśmy do życia Marchevinę Jolie, Seana Pea, Marlona Potato oraz Makaronu Reeves’a, Tomasza Tomatino i Hannah Śmietanę. Pureé z groszkiem i marchewką stało się komedią kulinarną w reżyserii Luca Pureé pt. „Szybcy i lekkostrawni”, a świderki w kremowym sosie pomidorowym, jako „Danie w samo południe”, zyskały status kultowego spaghetti westernu (reż. Cream Eastfood).
Stworzyliśmy kompletny świat kina kulinarnego: opisy filmów, biogramy aktorów, dziesiątki „warzywno-kulinarnych” nazwisk i tytułów filmowych, galerie fotosów filmowych, dziesiątki smakowitych ilustracji, recenzje, wywiady, plotki z życia gwiazd i relacje z festiwalu filmowego. Nakręciliśmy wywiady z reżyserami, trailery filmowe i gorące relacje z dyskusji krytyków filmowych. Pysznie się przy tym bawiliśmy, a w efekcie tej zabawy powstały trzy serwisy internetowe:
„Plejada Zajada” to serwis festiwalowo-plotkarski, gdzie prezentowany jest dorobek wielkich twórców światowego kina kulinarnego, takich jak David Lunch, Jim Jarmuż, Pedro Samovar, Lars von Kefir, Oliver Stołem, Wim Blenders czy Emir Jajecznica. W serwisie publikowane są najświeższe newsy i gorące plotki z życia gwiazd, relacje z przebiegu festiwalu, lista tytułów nominowanych do „Złotego Widelca”, a także dział „Co jedzą gwiazdy”, czyli filmowe recenzje wszystkich produktów marki „Danie w 5 minut”. Serwis jest na bieżąco aktualizowany o codzienną porcję newsów i plotek.
Konkurs dla użytkowników
W ramach serwisu „Plejada Zajada” uruchomiliśmy aplikację konkursową, dzięki której każdy użytkownik może zaprojektować autorski plakat filmowy, korzystając z bazy ilustracji oraz czcionek lub wykorzystując własne zdjęcia czy rysunki. Za najbardziej pomysłowe plakaty, jury przyzna zwycięzcom konkursu filmowe nagrody. Do wygrania mamy zestaw kina domowego, personalizowane krzesła reżyserskie i karnety do multipleksów.
Serwisy filmowe
Równolegle uruchomiliśmy smakowite, flaszowe serwisy promujące „Danie w samo południe” oraz „Szybkich i lekkostrawnych”. Każdy serwis zawiera opis filmu, recenzje, biogramy aktorów, galerię screenów filmowych, tapety i awatary z kultowymi gwiazdami kina kulinarnego, a także filmy i animacje video: trailery zapowiadające premierę każdego dania, „Rozmowy po seansie” czyli zapis gorących dyskusji krytyków filmowych, a także videowywiady, których udzielili reżyserzy tych pysznych produkcji: Cream Eastfood oraz Luc Pureé.
Social media
Wszystkie serwisy są „social media friendly”, tzn. kierują do profili na Facebooku oraz zachęcają do dzielenia się informacją na serwisach społecznościowych: Twitter, Facebook, Blip i Wykop. Na Facebooku publikowane są też aktualne newsy z serwisu „Plejada Zajada”, a strony filmowe mają własne page’e. Trailery oraz rozmowy i wywiady na video znalazły swoje miejsce również na YouTube, na dedykowanym kanale „Plejada Zajada”.
Kampania
W takiej kampanii liczy się przede wszystkim szeroki zasięg. Oczywiście sfokusowany na młodych miastowych, a zatem poprzez jeden z czołowych portali (zgadnijcie jaki , Gadu-Gadu, Fotkę, a także (a jakże!) Stopklatkę.pl. Do tego SEM na Google i Facebooku. I chociaż nasza kampania jeszcze na dobre nie ruszyła, mamy już pierwsze efekty:
Dzisiaj świętujemy doroczny Blog Day! Przez jeden dzień – 31 sierpnia – blogerzy z całego świata publikują notkę polecającą 5 innych blogów. Najlepiej gdy są to blogi o innej tematyce, z innej kultury czy innej branży. Tego dnia czytelnicy blogów oraz blogerzy, krążą po sieci i cieszą się z odkrywania nowych, ciekawych blogów i blogerów.
A zatem – dzisiaj ani słowa na temat blogów branżowych, fenomenu mikroblogów, żadnych hermetycznych treści technologicznych, nic o reklamie i marketingu interaktywnym. Dzisiaj linkuję 5 blogów, które sprawiają mi tylko i wyłącznie bezinteresowną radość:
1. Czerski, czyli bezpośrednia transmisja z końca świata - blog ze wszystkim, co śmieszy, tumani, przestrasza: http://czerski.soup.io/
3. Blog zarzucony, ale nadal znany i czytany. Ascetyczny, bo wyłącznie tekstowy – bez video, bez obrazków i żelkowych buttoników. Dowód na to, że popularny blog nie musi być atrakcyjnie zaprojektowany, okraszony świecidełkami i codziennie aktualizowany. Wystarczy naprawdę dobry kontent, może być o byle czym, ale nie byle co. Czyj to blog? Na pewno znacie… To Talki: http://talki.blox.pl/
4. Kolejny nieistniejący już blog. Legendarny, absurdalny, orazoburczy Pvek. Klasyka, którą musisz znać. Bloga niestety już nie ma, lecz można tu i ówdzie znaleźć jakieś mirrory lub pojedyncze paski. Spore archiwum znajdziecie tutaj: http://sweter.net/pvek/
5. A teraz coś z zupełnie innej beczki, czyli dziwne, ciekawe, zaskakujące mapy. Dla wszystkich wielbicieli odjechanej kartografii: http://www.strangemaps.wordpress.com/
1 lipca rozpoczęły się eliminacje do IV edycji konkursu Miss Web Star. Jak co roku będziemy mogli wybierać spośród szeregu kandydatek, które zaprezentują swoje wdzięczne interfejsy, zapierające dech w piersiach playery, śliczne żelkowe guziczki i sprytne funkcjonalnostki. Spośród zgłoszonych kandydatek wybierzemy 37 piękności w różnorodnych kategoriach, łącznie z Miss Polskiego Internetu, Miss Roku i Miss Creative. I jak co roku konkurs wzbudza wiele emocji.
Na zdobycie tytułu Miss ma szansę każda stronka, niezależnie od pochodzenia i urody, zarówno duża, jak i mała. Wystarczy uiścić opłatę weryfikacyjną (od 157 do 995 PLN + VAT) i dodatkowo, w przypadku zdobycia tytułu w dowolnej kategorii – wykupić koronę oraz szarfę ozdobną, czyli gustowną statuetkę oraz promocyjny znak graficzny (1000 PLN + VAT). Faktura za koronę zostaje wystawiona po gali. Termin płatności wynosi 7 dni od daty wystawienia faktury VAT. Niepocieszone kandydatki mogą sobie kupić taką statuetkę bez nadruku. Za 86 dolarów i 17 centów.
Jednak „piniądze to nie wszystko”, jak mawiał Rysio w kultowej komedii Juliusza Machulskiego. Żeby wygrać – trzeba grać, tj. wysyłać SMS-y. A raczej nakupować starterów dla wszystkich krewnych i znajomych, konkubentek i pociotków, i klientów, i handlowców, żeby nas głosowali. Im więcej SMS-ów, tym stronka bardziejsza. Czy jest to zatem konkurs na najpopularniejszą stronkę w sieci? W ubiegłorocznym głosowaniu oddano przeciętnie po ca. 1500 głosów na jedną stronkę, z czego 1/3 z tych samych numerów, czego nijak na popularność przełożyć się nie da. Może więc warto od razu przyznawać statuetki na podstawie wyników Megapanelu w poszczególnych kategoriach?
Stronka może być zgłoszona w wielu kategoriach jednocześnie, z uwzględnieniem faktu, że kolor włosów oraz profil noska zgłaszanej kandydatki powinien pasować do wytycznych zawartych w opisie danej kategorii. Dzięki czemu dwie podobne, a równie urocze piękności nie muszą ze sobą rywalizować o ten sam tytuł. W ubiegłym roku tytuł Miss Edukacji i Pracy przyznano stronce www.gazetapraca.pl, a www.pracuj.pl uhonorowano tytułem Miss Usług Profesjonalnych. W tym roku nadal będzie można w ten sam sposób obłaskawić dwie kandydatki podobnej urody, jeśli obie będą miały równie duży biust.
Poszczególne kategorie konkursowe zyskały w tym roku precyzyjne opisy. Na zarzuty internautów, że w kategorii Miss Bloga Prywatnego wygrała wieloosobowa platforma, organizatorzy odpowiedzieli rozszerzoną definicją bloga. Ciekawe czy do tytułu Miss Nowej Strony nadal mogą aspirować kandydatki zaawansowane w latach, acz z nowym makijażem? Wystarczy przecież podmalować oko – byle nie wcześniej niż 12 miesięcy przed ostateczną datą zgłaszania prac w obecnej edycji konkursu.
Załoga IG zaczyna się rozjeżdżać. Mario z Zuzią jeszcze nie wrócili z Openera, generał Jarko Antychović błądzi po Bałkanach, a Kris wyruszył gdzieś w nieznane i wiadomo tylko tyle, że wróci za parę dni.
Trwa sezon ogórkowy i nic poważnego nie dzieje się… Frytka założyła konto na Blipie i nie nadąża z przyjmowaniem zaproszeń. Słońce przygrzewa, więc spin doktorzy z PiS-u łaskawym okiem spoglądają w stronę tych, co oglądają filmiki, pornografię i pociągają z butelki z piwem. Najpierw Adam B. z Michałem K. zdeka poćwierkali, a teraz przygotowują się do mocnego uderzenia – partia zamierza uruchomić portal społecznościowy. Na razie o nowym projekcie wiadomo tylko tyle, że wzorowany jest na serwisie założonym przez sztab Baracka Obamy, który był wzorowany na projekcie Sarkozy’ego. Podobno serwis jest już gotowy i ma wystartować po wakacjach.
Coraz głośniej ostatnio o roli mediów społecznościowych w polityce, a szerzej – o wpływie internetu na kształtowanie społeczeństwa obywatelskiego. Niedawno pisał o tym Paweł, a niezmordowany Jacek Gadzinowski klepie na ten temat posta za postem. W szczytowym momencie teherańskiego kryzysu wyborczego na Twitterze co godzinę pojawiało się nawet 220 tysięcy wiadomości dotyczących bieżącej sytuacji w Iranie. – Gdy dziennikarze zostali zmuszeni do opuszczania kraju, Twitter stał się oknem na świat – relacjonują Interaktywni i sprzedają newsa, że Mark Pfeifle, jeden z doradców byłego prezydenta George’a W Busha sugeruje przyznanie Twitterowi Pokojowej Nagrody Nobla za „szerzenie braterstwa między narodami” oraz „promowanie pokoju”.
Wszystko piękne, dobre i prawdziwe, tylko dlaczego news Interaktywnych datowany jest na 8 lipca 2009? Wszak dzisiaj mamy siódmy… Prorok?
Projekt nowelizacji prawa prasowego wywołał wśród blogerów falę niepokoju. Czy znowelizowana ustawa nałoży na nich obowiązek sądowej rejestracji blogów?
„Rzeczpospolita” napisała, że nowelizacja prawa prasowego, przygotowywana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego może utrudnić życie internautom. Konsekwencje prawne wprowadzenia w życie zapisów nowelizowanej ustawy mogą dotknąć autorów stron internetowych, którzy nie dopełniliby formalności, m.in. blogerów. Autorzy artykułu podkreślają, że wynika to z nowej definicji dziennika. Dotychczas był on definiowany jako medium o ogólnopolskim charakterze. Teraz o „być czy nie być dziennikiem” zadecyduje częstotliwość aktualizacji. Zagrożenie dla blogerów i twórców stron internetowych gazeta podparła opiniami naukowców i prawników.
Minister Bogdan Zdrojewski uspokaja:
- Ktoś, kto pisze takie analizy, nie przeczytał projektu ustawy – powiedział portalowi Gazeta.pl – Blogerzy mogą spać spokojnie – dodał.
Możemy sobie zatem życzyć dobrej nocy.
Albo wziąć na warsztat rzeczony projekt i przeczytać, że: „prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności (…) prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, o ile upowszechniają publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania, w tym także publikacje prasowe ukazujące się w formie elektronicznej” (art. 7. ust. 2.)
Czy zatem nieregularnik (publikacja periodyczna) o stałej nazwie „Dot Community”, której niejednorodne notki opatrzone datą i publikowane przez różnych autorów (w tym psa), a następnie publikowane w formie elektronicznej, jest prasą czy nie?
Bo jeśli jest, to „wymaga rejestracji w sądzie okręgowym właściwym miejscowo dla siedziby wydawcy, zwanym dalej „organem rejestracyjnym”" (art. 20. ust. 1.). Czy nasza firmowa wierchuszka będzie zatem musiała udać się do siedziby „organu” i zarejestrować bloga? Wszak „Kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji albo zawieszone
- podlega grzywnie.” (art. 45.)
Czy powinniśmy powołać redaktora naczelnego, płacić malamutowi wierszówkę i odpowiadać za treść jego komentarzy? Hej, Dado, czy wiesz, że gdy wejdzie w życie nowe prawo prasowe, będziesz musiał publikować sprostowania? Bo „Kto wbrew obowiązkowi wynikającemu z ustawy uchyla się od opublikowania sprostowania, o którym mowa w art. 31, albo publikuje takie sprostowanie wbrew warunkom określonym w ustawie – podlega grzywnie.” (art. 46.) Mało tego! „Kto wbrew obowiązkowi wynikającemu z art. 34 i 35 uchyla się od opublikowania komunikatu urzędowego, ogłoszenia sądu lub innego organu państwowego, jak również listu gończego – podlega grzywnie.” (art. 47.)
Nie mam pewności… Chyba dla świętego spokoju w kolejnej notce opublikuję jakiś list gończy, może to zostanie uznane za okoliczność łagodzącą?
Dziś 20. rocznica wyborów, które zmieniły świat. 4 czerwca 1989 roku „Solidarność” odniosła miażdżące zwycięstwo nad komunistyczną władzą. Tego samego dnia na placu Tienanmen giną setki studentów, a rzecznik chińskiego rządu ogłasza, że nie ma ofiar.
O polskim przełomie przypominają wszystkie największe portale, które z tej okazji zmieniły swoje loga na solidarnościowe. Tylko Google się wyłamał, choć jest najbardziej znany z takich akcji.
Chińskie władze nadal trzymają się mocno i tuż przed rocznicą niesławnej masakry wzmocniły swój chiński mur w Internecie. Cenzorzy zablokowali dostęp do wszelkich serwisów, które jakkolwiek mogłyby nawiązywać do masakry na placu Tienanmen. Chińczycy nie mogą korzystać z zachodnich serwisów informacyjnych, Wikipedii, wielu serwisów społecznościowych – nie mają dostępu do Twittera, Flickra, YouTube’a, WordPressa, Bloggera oraz popularnych wyszukiwarek. Wszędzie widnieje identyczny komunikat: strona jest chwilowo zamknięta z powodów technicznych i wróci w sobotę. Oczywiście władze w Pekinie twierdzą, że nie mają z tym nic wspólnego. „Teraz trzy serwisy, bez których nie mogę żyć – Twitter, Flickr i Youtube – są zablokowane. Wasze zdrowie, sk*******y” – napisał jeden z najbardziej znanych chińskich blogerów, Flypig.
Spróbuj surfować jak Chińczyk. Ściągnij plugin do Firefoxa, nakładający chińskie restrykcje na serwisy, które odwiedzasz.
Państwo Środka widzi w Internecie poważne zagrożenie dla władzy Partii Komunistycznej. Niespełna dwa miesiące temu wybuchła przecież pierwsza twitterowa rewolucja – 6 kwietnia 2009 mołdawscy komuniści musieli skapitulować pod naciskiem wielotysięcznej manifestacji internautów, którzy skrzyknęli się na Twitterze i Facebooku. W ciągu kilku godzin po opublikowaniu wiadomości przez jedną z opozycyjnych witryn, w centrum Kiszyniowa pojawiło się 15 tysięcy młodych ludzi, którzy wdarli się do siedziby prezydenta i splądrowali budynek mołdawskiego parlamentu. Władze zostały zmuszone do ponownego przeliczenia głosów.
Możemy się spodziewać, że przyszłe rewolucje będą organizowane przez internet. Dobrze o tym wiedzą również władze Białorusi, które systematycznie ograniczają dostęp do sieci. Białoruskie kafejki internetowe mają obowiązek rejestracji wszystkich (sic!) stron odwiedzanych przez internautów – okres przechowywania tych danych wynosi nie mniej niż 12 miesięcy. Internet jest cenzurowany, a ludzi publikujących w nim niezależne treści spotykają represje. Istnieją uzasadnione obawy dotyczące poufności korespondencji mailowej. Ostatnio tępione są amatorskie sieci dostępu do internetu. Milicja powołując się na różne powody formalne nakazuje demontaż okablowania. Niepokornych czekają kary i niszczenie elementów sieci. Ale najskuteczniej działa prewencja finansowa. Biełtelekom – kontrolowany przez państwo monopolista – oferuje dostęp 1 Mb download / 0.5 Mb upload za jedyne 980 000 rubli białoruskich, czyli ok. 1100 zł miesięcznie.
Pomimo restrykcji liczba białoruskich internautów gwałtownie rośnie i teraz jest ich już więcej niż w Polsce. Opozycyjne serwisy, takie jak Karta-97 są bardziej popularne niż sztandarowy projekt rządu portal Białoruś Dzisiaj (internetowa wersja gazety „Sowietskaja Biełorussija”, organu prasowego Łukaszenki). W takich warunkach to naprawdę rewolucyjny sukces. Czy Białorusini będą chcieli wykorzystać go w realu?
Sensei Leszek, który na co dzień koduje i buduje, bo jest web developerem, w niedzielę wystąpił w roli bezwzględnego destruktora. W poszukiwaniu krytycznych bugów nowej aplikacji zapuścił się w najdalsze moduły kodu źródłowego. Tam natknął się na niespodziewane nawiasy klamrowe, które powodowały niewłaściwe działanie programu. Sensei Leszek jednym ciosem zniszczył stos nawiasów, czyw wprawił w podziw zgromadzonych adeptów karate i spowodował zdebugowanie aplikacji.
Wkrótce okazało się, że Sensei Leszek swoim bohaterskim czynem obnażył niecne knowania niejakiego Warninga, znanego również jako Fatal Error. Rozwścieczony Fatal Error zaatakował Sensei Leszka czerwonym wykrzyknikiem. Skoncentrowany Sensei Leszek odparował zdradliwy cios Warninga. Rozpoczęła się walka na śmierć i życie…
Po zażartej wymianie ciosów Fatal Error padł pokonany i już się więcej nie pokazał. Po raz kolejny okazało się, że dobro zwycięża. Cała sala wiwatowała, adepci siedzieli w równym wierszu, a Sensei Leszek opowiadał o drodze do pierwszego dan. Happy End
Od niedawna mamy nową ścianę z rysunkami Małgosi (hand made!), w których każdy może odnaleźć siebie Podejmujemy więc rękawicę rzuconą przez Jacka Gadzinowskiego na blogu Interaktywnie.com i stajemy w kategorii #pokasciane. Nasza ściana to ponad 36 m2 postaci, twarzy, krasnali, piłkarzyków, puszek, rybek, trolli, parasoli, zabawek, robotów, przewodów, raf koralowych, diabełków w pudełkach, chmur, ryb słonowodnych i ptactwa wędrownego, gwiazdek i doniczek, pasiastych skarpetek, piłek, kulek, samolotów, megafonów, dźwigni, zegarów, muppetów, zapadni, szufladek, trybików, alaskan malamutów i google jeden wie, czego jeszcze… Przechodząc obok, codziennie znajduję tam coś innego.
Oto to:
A poza tym:
Mamy rafę koralową w zasięgu półobrotu krzesła:
Piłkarzyki są obowiązkowe
Schłodzone napoje czekają na każdym rogu:
Roślinność się rozwija:
Ludzie się uśmiechają:
… dzięki czemu mogą się potem koncentrować zarówno na sprawach ważnych, jak i najważniejszych (vide: plastikowy samochodzik)
Tym krótkim, choć wielkim, bo serdecznym postem, całej załodze IG, a także wszystkim blogerom i czytelnikom, którzy świętują lub/i wypoczywają życzę blog-osławionych Świąt Wielkiej Nocy i blog-iego wiosennego wypoczynku. Paka!
Hi, witaj na blogu firmowym Infinity Group. Tutaj przeczytasz o tym, co się u nas dzieje, a także
o najciekawszych zjawiskach w marketingu interaktywnym oraz nowych technologiach. Dyskutujemy o internecie, nowych mediach, nowych trendach i wszystkim, na co warto zwrócić uwagę.